Jezu Ufam Tobie Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i świata całego. Niedziela Miłosierdzia Bożego to niesamowity, szczególny dzień. Pierwsza niedziela po Wielkiej Nocy, 19 kwietnia 2009r. dla mnie była również bardzo wyjątkowa.„W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św. dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar...".Tego właśnie dnia przystąpiłem do Sakramentu Pojednania. Był to zupełny przypadek jeśli chodzi o datę, po prostu potrzebowałem tego, nie wybierałem specjalnego dnia, a nawet nie wiedziałem, że z Niedzielą Miłosierdzia powiązane są tak wielkie łaski. Wstałem rano i poszedłem do kościoła Braci Kapucynów. Było dość chłodno, więc pogoda sprzyjała rozmyślaniu i kontemplacji tego co i jak robię, oraz tego jak to co złe naprawić. Kiedy wszedłem do świątyni kapłana oczekującego penitentów jeszcze nie było. Gdy przyszedł, zobaczyłem małą kolejkę do konfesjonału, rozpoczęła się Msza Święta. Moja kolej – z lekkim podenerwowaniem wyznałem swoje grzechy, dostałem rozgrzeszenie… Niby spowiedź jak każda inna, jedna z wielu w życiu każdego wierzącego człowieka chcącego pojednać się z Bogiem. Jednak spowiedź jest czym, co nigdy nie stanie się rutyną, zawsze będzie głęboko przeżywana. Bo przecież czy wizyty u ukochanej osoby mogę się nam znudzić i spowszednieć? Jak więc ma się to do wizyt u Boga, który sam jest Miłością? To po prostu nie może być zwykłe i rutynowe. W tamtą niedzielę to była jednak taka spowiedź, która szczególnie mocno mnie dotknęła i o czym mogłem się po czasie przekonać – przygotowała mnie na kolejny upadek, a właściwie na powstanie z niego. Ojciec bardzo pięknie i bardzo mądrze prowadził naukę, umiejętnie wskazał to nad czym mam pracować. Postanowiłem zostać na trwającej już Mszy Świętej. Warto było. Genialne kazanie o Miłosierdziu powiązane ze spowiedzią. Wszystko składało się w jedną całość. Słowa Celebransa w pewnych kwestiach pokrywały się z nauką Ojca z konfesjonału. Jeszcze te niezwykle mocne słowa „dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar...". Czy takie słowa nie dają radości? Oczywiście dają niebywałą radość, spokój duszy – to, czego potrzebowałem. Skończyła się Msza Święta, poszedłem do parku. Świeciło piękne słońce. Bardzo lubię, gdy promienie porannego, takiego ostrego słońca świecą przez liście drzew. To niesamowity widok. W takich chwilach aż chce się wykrzyczeć DZIĘKI CI BOŻE ZA TEN WSPANIAŁY ŚWIAT! W takiej scenerii postanowiłem odmówić pokutę. Świadomy tego, że jestem teraz jak czysta kartka, białe płótno, bez win, bez kar - wchodziłem na wzgórze w parku modląc się. Ze szczytu widać piękną tonącą w porannym słońcu panoramę miasta. Gdy odmówiłem pokutę i wypowiedziałem Amen - zabrzmiał dzwon. Tak… Ktoś powie, że to zupełny przypadek i być może będzie miał całkowitą rację. Jednak ten niezwykły zbieg okoliczności wywołał u mnie niesamowitą falę radości. To było takie dopełnienie – po Spowiedzi Świętej i przyjęciu Komunii, odmówieniu pokuty biją te cudowne dzwony… Takie chwile dają niebywałą siłę i wiarę w to, że jednak będzie lepiej, że naprawdę będzie dobrze. Tak jak biło w tamtej chwili serce dzwonu, tak radośnie biło moje serce przez cały dzień. Wdzięczny Bogu za Jego miłosierdzie poszedłem z parku… skomentuj (0) Uśmiechaj się zawsze, nawet gdy Ci smutno. Ngdy nie wiadomo,kiedy ktoś zakocha się w Twoim uśmiechu! „W Tobie Panie zaufałem, nie zawstydzę się na wieki.” Jak piękne to uczucie, jak niesamowite jest to wyznanie. Tak mało ludzi z odwagą mówi o tym, że wierzy, że kocha Tego, Który oddał za nas swoje życie. Ja sam nie zawsze miałem do tego odwagę. Tym bardziej jestem przepełniony radością i niezwykle wdzięczny Bogu za to, że we właściwym momencie mojego życia taką drogę mi wskazał, że dziś mogę stanąć przed każdym z was i powiedzieć, że ufam memu Bogu. Jezu ufam Tobie i me życie składam Tobie. Ty pozwoliłeś rozkochać mi się w swym słowie, Ty dajesz siłę by żyć w powodzi trosk ludzkich. Ty jesteś skałą, Ty mym oparciem, Tyś dla mnie wszystkim mój Jezu. Niezwykłą radość w moim sercu budziły chwile, gdy dostrzegałem, że moja rodzina zbliża się do Pana. Te drobne czasem zmiany, dla mnie były jak stumilowe kroki. Obserwując jak oziębłe, pokryte grubym lodem serca moich bliskich topnieją, me serce płonęło jeszcze większym i gorętszym płonieniem Bożej miłości. Czy ogień w moim sercu rozgrzewał dusze mojej rodziny? Czy Bóg kształtował ich moją osobą? Czy byłem w tamtym czasie i teraz jestem narzędziem w dłoniach Najwyższego? Jeśli tak, to mogę powiedzieć tylko, że takim narzędziem być pragnę. Nie tylko dla mojej rodziny i bliskich, ale dla każdego. Bo do tego powołał mnie Pan. Bym niósł ludziom Jego słowo, pomoc i nadzieję. Bym prostował zawiłe drogi i rozświetlał z Bożą pomocną ciemne zakamarki dusz wiernych i tych, którzy Boga jeszcze nie poznali.Ksiądz Prymas Stefan Wyszyński powiedział: „Ludzie postanowili, że Boga nie ma. On jednak nie ma obowiązku stosowania się do naszych uchwał.” Takie ludzkie postanowienia każdy z nas – zarówno Ty, jak i ja – musimy zmieniać. Musimy wskazywać ludziom właściwą drogę. Nikt nie jest drogowskazem sam dla siebie. Każdy kiedyś spotkał w swoim życiu kogoś, kto wskazał mu jak iść. Tak było w moim życiu, w Twoim zapewne również. Dlaczego teraz mamy okazać się egoistami i nie pomóc innym? Dzieci i młodzież, nadzieja nowego wieku - oni wszyscy potrzebują pomocy i wskazania tego co słuszne. Ci którzy zbłądzili i może uparcie zaprzeczają Prawdzie, tak naprawdę wołają głośno o pomoc i jej od nas oczekują. Ofiarujmy ją im – tyle chyba każdy z nas może dla drugiego uczynić. Do tego zostaliśmy powołani – by służyć, nie być obsługiwanym.Matthew Arnold mówił: "Bóg nie może być wszędzie, dlatego wynalazł matkę". Tales z Miletu powiedział: "Jaką wdzięczność okażesz rodzicom, takiej spodziewaj się od swoich dzieci". Podczas wszelkich uroczystości, które młody chłopak przeżywa krocząc ku drodze kapłaństwa, niesamowite jest miejsce rodziny. Chyba kulminacyjnym tego momentem jest Msza Święta Prymicyjna Neoprezbitera, podczas której to rodzina stanowi bardzo ważny element, gdzie rodzice pierwsi otrzymują błogosławieństwo z rąk syna kapłana, gdzie on sam wyraża im wdzięczność za wszystko. Tą Mszą mówi rodzicom „Kocham was”. Ten moment dla mnie osobiście jest niezwykle wymowny i zawsze głęboko wzruszający. Rodzice oddają swoje dziecko na służbę Kościołowi, ofiarowują Bogu swojego syna i z ogromną ufności kroczą razem z nim, lecz już obok niego. Rodzina ma wielki wpływ na życie powołanego. Od niej też bardzo wiele zależy. To, czy bliscy zaakceptują decyzję syna jest ważne w trakcje jego przygotowań do święceń. Dobrze, gdy bliscy rozumieją i zgadzają się z wolą Ojca. Tego chyba pragnie każdy kto mówi rodzicom o chęci służenia Bogu. To daje radość i spokój ducha. skomentuj (0) Musisz stać się DZIECKIEM Dzieciństwo w życiu każdego z nas jest okresem niezwykle wyjątkowym. Każdemu też, kojarzy się zapewne z czymś innym i niestety większość z nas, okres ten pamięta jakby przez mgłę. Piękne jest jednak to, że wydarzenia, które, które dla nas w dzieciństwie były niezwykłe i niebywale ważne w pamięci zostają. Chyba każdy pamięta takie święta Bożego Narodzenia, gdy znalazł pod choinką wymarzoną lalkę czy samochód, lub moment, gdy rodzice zgodzili się na upragnionego szczeniaka. Ludzki umysł, zarówno ten małego dziecka, który wiele jeszcze nie potrafi pojąć, wytłumaczyć czy zrozumieć, jak i umysł dorosłego, zapamiętuje i odkłada na półkach pamięci także te sytuacje z życia,które były źródłem negatywnych emocji. Wielu z nas może teraz powiedzieć – niestety. Ja jednak jestem zdania, że dla nas – błądzących – zapamiętywanie także przykrych rzeczy jest zbawienne. Jak dziecko nauczy się, że nie wolno dotykać gorącego żelazka, jeśli się nim nie sparzy? Stara prawda, że uczymy się na własnych błędach, choć często bolesna, jest jak najbardziej słuszna i w wielu sytuacjach możemy sięo tym przekonać.
Dla mnie zdumiewający jest fakt, jak często dzisiaj dla nas nieistotne rzeczy, w dzieciństwie były niebywale ważne, skoro je zapamiętaliśmy. Samw swojej pamięci często odkrywam wspomnienia z lat, gdy byłym mały, pojedyncze, całkowicie wyrwane z kontekstu. Widać były one dla mnie na tyle ważne, że do dzisiaj ja pamiętam. Pierwsze stałe zęby, pierwsza niedostateczna ocena w szkole czy nawet ryba robiona z włóczki w pierwszej klasie podstawówki. Tak, wiem – ta ryba może wydawać się śmieszna, ale wyszła mi całkiem dobrze i byłem z niej naprawdę dumny. Mówiąc całkiem serio, myślę,że właśnie przed takie drobnostki, sprawy mogące teraz być uznanymi za głupie, Bóg pokazuje nam, jak przeżyć własne życie.
„Zapewniam was: Jeśli się nie zmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto więc się stanie tak mały, jak to dziecko, ten będzie największy w królestwie niebieskim. I kto jedno takie dziecko przyjmuje w moje imię, Mnie przyjmuje.”
(Mt 18,3-5)
Stać się jak dziecko, być jak ono. Gdy jesteśmy już osobami starszymi, dojrzałymi, często boimy się jak ognia być dziecinni, a powaga towarzyszy nam na każdym kroku. Myślę jednak, że Bóg oczekuje od nas nie tyle dziecinności, co ufności jaka jest w dziecku, tego bezgranicznego zaufania, które nie wymaga namacalnych dowodów, potwierdzeń. Nam jednak często tak trudno jest w pełni zaufać. Strach, który w pewnych sytuacjach staje się wewnętrzną blokadą bywa nie do pokonania. Próby racjonalnego wytłumaczenia wszystkich aspektów życia i poszukiwania odpowiedzi na nurtujące nas pytania, nie zawsze, a właściwie nigdy w pełni nie doprowadzą do celu, którego oczekujemy. Nie zawsze potrafimy zawierzyć się Bogu. Poszukujemy złudnego ukojenia i szczęścia tam, gdzie nie możemy go otrzymać. Nie chcemy czerpać tego wszystkiego, z najpewniejszego źródła, jakim właśnie jest Bóg. Czerpmy pełnymi garściami z tego, co jest nam dane. Wykorzystajmy to co mamy i uczmy się od naszych najmniejszych braci tego, co najpiękniejsze. Niech „stać się dzieckiem” znaczy dla nas tyle, co „kochać jak dziecko”. W dzisiejszym świecie, gdzie tak wiele rzeczy komplikuje najprostsze sprawy, uczmy się tego, czego nic nie może skomplikować. Niech to co proste, nie stanie się z powodu naszego ludzkiego, błędnego rozumowania kręte.Chciejmy kochać Boga – naszego Ojca – miłością dziecka. To takie proste…
Oczywiście dzieciństwo, jak każdy inny okres w naszym życiu, rządzi się swoimi jasno określonymi zasadami. Wiadomo, że nie wszystko chcemy pamiętać, nie wszystko też (zważając na ograniczenia ludzkiego umysłu) możemy, choćbyśmy tego pragnęli. Dla mnie zdumiewająca jest pewna historia, którą pamiętam z czasów, gdy byłem jeszcze całkiem małym „szkrabem”. Samo to zdarzenie – pewnie wcale nie tak bardzo wyjątkowe – dzisiaj budzi we mnie zupełnie inne emocje i zupełnie inaczej je postrzegam. Wszystko to miało miejsce w małym Gorzowskiem kościółku – „kapliczce” przy ul. Mieszka I. Była to zapewne niedziela Msza Święta z kazaniem adresowanym właśnie do takich jak ja – małych ludzi wielkiego świata. Właśnie podczas tego słowa kapłan sprawujący Eucharystię zadał pytanie, które pamiętam do dziś. Zapytał, który z chłopców chciałby zostać księdzem. Jak łatwo się teraz domyśleć, byłem jednym z nielicznych, którzy w tamto niedzielne południe podnieśli rękę. Oczywiście wiele wtedy nie rozumiałem, właściwie nie pamiętam nawet jakie myśli mi wówczas towarzyszyły. Pamiętam jedynie samą sytuację, która dzisiaj może nieco bawi, ale mnie to umacnia. Dlaczego? Otóż coś, a właściwie Ktoś musiał mnie to tego gestu ręki nakłonić. Podczas tamtej Mszy Świętej była ze mną siostra. Nie wiem, czy może to teraz pamiętać. Nigdy z nią na ten temat nie miałem okazji porozmawiać. Wiem jednak jedno. Chcę, by moja siostra – Marta – była pierwszą osobą z rodziny, która dowie się o moim powołaniu. Myślę, że znajdę w niej oparcie. Nie raz pokazała, że mogę na nią liczyć i wierzę, że pomoże mi gdy pojawi się na mojej drodze sprzeciw ze strony rodziny. skomentuj (0) Nowy Rok
Niedawno rozpoczęliśmy nowy rok. Jest to rok 2009, dla mnie w pewnym stopniu wyjątkowy. Dlaczego? Powodów może być wiele... Osimnastka, wejście we wrześniu w "stan" maturalny oraz wiele innych, drobniejszych spraw. W tym nowym roku chciałbym życzyć Wam wszystkim wielu pięknych chwil, wytrwałości i sił do tego, by wierzyć, bo z wiarą można wiele. Czego jeszcze chciałbym życzyć? Hmmmm... może wiary we własne możliwości, bo to dzisiaj istotne, by znać swoją wartość. Każdy jest kimś i nalezy o tym zawsze pamiętać. Niech ten rok 2009 będzie pięknym czasem przeżytym z Bogiem. Tego własnie Wam i sobie samemu życzę.
skomentuj (0) Bierzmowanie
Długo nie pisałem... Przepraszam. Wiele się u mnie w życiu działo. Z takich ważniejszych rzeczy, które są dla mnie bardzo istotne, to 28.10 przyjmę sakrament bierzmowania. Jakie wybrałem imię? Paweł. Paweł, ponieważ ten święty wpływa swoimi tekstami na moje życie...
Przed bierzmowaniem chcę przystąpić do spowiedzi generalnej. I tu zaczynają się schodu, bo w życiu robiłęm wiele głupich rzeczy, które teraz trzeba naprawić. Ale z Bogiem wszystko jest prostsze i wierzę, że ciężkie doświadczenia się przydają, więc za nie Bogu dziękuję.